Wiara i tożsamość — bez ukrywania
Trzymanie się za ręce to nie zbrodnia.
A miłość do Boga nigdy nie wymagała ukrywania się. Ta strona istnieje, by powiedzieć to na głos.
↓ przewiń
Dlaczego, u licha —
A księga, którą ci się przeciwstawia?
To dawne prawa. A prawa się zmienia.
Trzy tradycje. Trzy prawa odłożone — i żadna wiara się nie zawaliła. Jeden wyjątek: ten, który uderza w nas.
A indoktrynacja?
Kto naprawdę indoktrynuje?
Czy ktoś widział, by osoby LGBTQIA+ chodziły od drzwi do drzwi, żeby kogoś «nawracać»? Ewangelizować? Werbować? Nie.
Orientacja to nie wyznanie. Ani wiara, ani religia. To tożsamość — sposób, w jaki wybieramy, kogo chcemy mieć blisko w życiu.
A tak naprawdę —
Tym, co najbardziej oddala od Boga, nie jesteśmy my.
Przemoc, pogarda, czasem okrucieństwo wierzących o nastawieniu LGBT+fobicznym: to właśnie najbardziej oddala ludzi od religii. Twierdzą, że bronią wiary — a odbierają jej sens.
Jak rasizm, ta nienawiść nie ocenia czynów. Potępia ludzi za to, kim są. Nie mówi nic o tych, których dotyka. Mówi wszystko o tych, którzy ją noszą.
Więc co ona właściwie mówi?
Kto jest w zgodzie ze sobą, nikogo nie atakuje.
Osoba, która czuje się swobodnie ze swoją seksualnością, nie czuje się zagrożona seksualnością innych. Może przytulić przyjaciela, płakać, nosić kolor, jaki chce, powiedzieć o mężczyźnie, że jest piękny — nic się nie chwieje. Wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa nie potrzebuje żadnego wroga.
Agresja mówi zwykle coś odwrotnego: to strach, że wezmą kogoś za jednego z nas. Wielu atakuje nie z przekonania, lecz by udowodnić — grupie, szatni, rodzinie — po której są stronie. Wystarczy odrobina swobody wobec płci czy orientacji, by pojawił się lęk, że zaliczą ich do nas. Więc uderzają pierwsi.
Twardnieć ze strachu przed cudzym spojrzeniem to nie siła. To więzienie — którego kraty trzyma się samemu.
Bądźmy trzeźwi —
Wiara jest stara. Zarzut jest nowy.
Te teksty nie znały ani „homoseksualności”, ani „orientacji”: te słowa mają mniej niż dwieście lat. Sama „sodomia” stała się grzechem z nazwy dopiero w XI wieku, pod piórem pewnego mnicha. Sądzi się nas w imię kategorii, której Pismo nie zna. To nie wierność tekstowi — to niedawna lektura, którą podaje się nam jako odwieczną.
A krucjata? Ją da się datować. Zaczyna się pod koniec lat 70. w Stanach Zjednoczonych, a potem zostaje wyeksportowana do Afryki i Europy Wschodniej. Ma daty, ma budżety, ma nazwiska. To nie tysiącletnia tradycja: to kampania polityczna, która się w nią owinęła.
Zachowajmy żywe serce wiary — miłość, sprawiedliwość, współczucie. Resztę zostawmy przesądom innej epoki.
A gdyby odwrócić pytanie —
Bóg żyje. Prawo to nie On.
Sam mówi o sobie, że żyje. Mówi, że jest miłością — i to miłością bezwarunkową. Mówi, że jest współczuciem, sprawiedliwością, miłosierdziem — a więc leży Mu na sercu los każdego, także tych, których życie poraniło, także nędza duszy. To Jego słowa, nie nasze.
Jeśli więc jakaś lektura prawa prowadzi do mniejszej miłości, mniejszego współczucia, mniejszej sprawiedliwości, to nie Bóg sam sobie przeczy. To lektura się myli.
Chcieć prawa niezmiennego i wiecznego, czcić je, stawiać ponad Tym, kto je dał — to postawić prawo na miejscu Boga.
Myśl, że osoba LGBTQIA+ to «ukryty przestępca», przeczy naszemu jedynemu żądaniu: by nigdy więcej nie musieć się ukrywać.
List fikcyjny. Tysiąc razy prawdziwy.
Do was, którzy zostajecie,
Bóg stworzył mnie jak każdego z was: takim·ą jak wszyscy inni i zarazem jedynym·ą w swoim rodzaju. Niczego nie wybrałem·am, niczego nie wymyśliłem·am. Na świat trafiłem·am tak, jak wy na niego trafiliście — z otwartymi rękami.
Kochałem·am Go, wiecie. Po cichu. Modliłem·am się w ciemności, z sercem podzielonym na dwoje: połowa dla wiary, którą mi przekazaliście, połowa dla strachu, którego mnie nauczyliście.
To, czego żałuję, nie jest niczym wielkim. Dłoń trzymana na ulicy, w biały dzień. Miejsce na święcie w wiosce. Wesele, na którym życzono by mi szczęścia. Dzieci, które rosłyby na moich oczach. Zwykłe szczęście — to, do którego każdy ma prawo, nawet o tym nie myśląc. Nie odebrano mi go jednym ruchem: odmawiano mi go okruch po okruchu.
Przeciwstawiono mi księgę. Później dowiedziałem·am się, że jej najtwardsze prawa wasi mędrcy umieli odczytać na nowo — wszystkie prócz tego, które celowało we mnie. Oskarżano mnie o werbowanie, o indoktrynację. A ja nie zapukałem·am do żadnych drzwi. Prosiłem·am tylko, byście nie zamykali swoich.
Nienawidzono mnie w imię Boga — aż w końcu zobaczyłem·am, co ta nienawiść skrywała: tyle strachu. Strach przed pomyleniem, strach przed grupą, strach przed cudzym spojrzeniem. Już nie mam do was żalu. Ale kosztowała mnie ona miejsce przy waszym stole.
Miałem·am te same dary co wy — inteligencję, odwagę, czułość, dokładnie tyle samo. Tak bardzo chciałem·am je ofiarować. Nie chcieliście ich. Zabieram je ze sobą, nietknięte: prezent, którego nikt nie otworzył.
Więc żegnajcie. Nie szukajcie tego, co było napisane — zabrakło mi tego, czego nie napisano nigdy. Słowa powitania. Miejsca. Zwykłego: „zostań”.
Stworzony·a przez Boga. Taki·a jak wy. Jedyny·a w swoim rodzaju — jak każdy z was.
Tego listu nikt nie powinien musieć pisać.
Jeśli te słowa brzmią jak twoje, nie zostawaj z nimi sam·a: findahelpline.com — bezpłatne linie wsparcia na całym świecie.
I tyle istnień w ciszy —
Ilu z nas wierzy, w sekrecie?
Rozdarci między wiarą, kulturą, którą głęboko kochamy — a odrzuceniem przez tych, którzy się do niej odwołują. Tyle osób LGBTQIA+ modli się po cichu, z sercem rozdartym na dwoje.
I ta pierwsza przynależność —
Wioska, która widziała nasze narodziny: chcemy po prostu do niej należeć.
Być częścią wioski, miasta, wspólnoty, która widziała nasze narodziny — pragniemy tego jak wszyscy. Być na święcie, na targu, na weselu, na pogrzebie. Liczyć się wśród swoich.
A tak często boimy się pokazać tam w pełni, takimi, jacy jesteśmy. Z powodu stygmatów, uprzedzeń, przemocy, tego, co ludzie powiedzą. To nie nas brakuje przy stole — to strach trzyma nas z daleka.
I koło się kręci: to, co dyskryminowane, staje się niewidzialne. To, co niewidzialne, staje się podejrzane. To, co podejrzane, rodzi plotki. Plotki karmią nienawiść — a nienawiść dyskryminację.
Tego koła nie przerywa się, ukrywając się lepiej. Przerywa się je w biały dzień.
Wejdźmy więc w światło
Tutaj nie masz nic do ukrycia.
Osoba LGBTQIA+ również ma prawo wyrażać swoją miłość do Boga. Świętować swoją radość, swój potencjał, być otoczona wspólnotą, sojusznikami i kochającymi rodzicami — którzy, kochając ją taką, jaka jest, honorują zaufanie, jakim obdarzył ich Bóg, powierzając im to dziecko.
A co my z tym robimy —
Te same dary. Inny użytek.
Bóg nic nam nie odebrał. Inteligencja, odwaga, cierpliwość, czułość, talent: dostaliśmy dokładnie tyle samo co inni. Zostaje jedyne pytanie, które ma sens — co z tym robimy? Wybieramy, by służyły współczuciu i otwartości na drugiego. I jesteśmy gotowi pokazać, że przymioty użyte do rozumienia, a nie do potępiania, nie są warte mniej. Często są warte więcej.
Ani mniej, ani więcej niż ktokolwiek inny. Jak inni, inaczej. I tak jest doskonale.
«Chcesz, żebym zdradził ci sekret "gejowskiej agendy"? To być kochanym i akceptowanym takim, jakim się jest. To wszystko.»
Czego naprawdę chcemy
Solidarni. Pokojowi. W pokoju.
Solidarni między sobą — i na zewnątrz, ze wszystkimi wspólnotami, z których pochodzą nasi. Nikomu nie zagrażamy. Naszym jedynym pragnieniem jest żyć w pokoju, w świecie, który też nim jest.
Nie jesteś sam·a.
Na całym świecie stowarzyszenia nas jednoczą, bronią i przyjmują: